„Grupa i Zabawa” 2000, nr 3 (23)
Materiały metodyczne
Temat wiodący niniejszego numeru – Problem integracji osób niepełnosprawnych i zdrowych – okazał się nie tylko aktualny, ale i budzący wiele emocji i kontrowersji. Czy nasze społeczeństwo jest dojrzałe do integracji i czy dojrzeją do niej nasze dzieci, pokaże dopiero czas. Dziś jednak na co dzień rzadko spotykamy osoby niepełnosprawne, a przecież jest ich niemało. Szkoły też dotąd raczej broniły się przed przyjmowaniem dzieci z różnego rodzaju upośledzeniami. Jeżeli placówki te mogą zachęcić pieniądze... No cóż, można zadać sobie pytanie, czy to one wpływają na sukces pedagogiczny oraz zmianę postaw wobec „innych”. Każda zmiana powinna być głęboko przemyślana, a dążenia do osiągnięcia stanu idealnego winny poprzedzać konkretne działania mające stworzyć optymalne warunki do realizacji zamierzonego celu. To przykre, ale odnoszę wrażenie, że dziś mamy z jednej strony sfrustrowanych nauczycieli, którzy nie wiedzą, czy sobie poradzą z nowym wyzwaniem, a także sfrustrowanych pedagogów specjalnych, którzy boją się, że stracą pracę, staną się niepotrzebni, z drugiej zaś strony podekscytowanych możliwością zdobycia dodatkowych pieniędzy dyrektorów placówek szkolnych. Mam nadzieję, że pedagodzy specjalni nie staną się personami non grata, tak jak byli (są?) – w rozumieniu wielu ludzi – ich podopieczni.
Ze względu na swoją wiedzę, kompetencje i doświadczenie powinni oni służyć wsparciem swoim kolegom i wspólnie z nimi podjąć realizację tego pięknego przecież celu, jakim jest integracja społeczna. Pamiętam, jak moja koleżanka bezskutecznie poszukiwała osoby, z którą mogłaby skonsultować plan nauczania indywidualnego z dzieckiem z porażeniem mózgowym, z którą mogłaby porozmawiać o swoich obawach i trudnościach – w mieście, w którym są dwa uniwersytety, kilka poradni psychologiczno-pedagogicznych (w tym specjalistyczna), kuratorium oświaty, szkoły specjalne. Jak będzie w małych miastach i szkołach wiejskich? Czy nauczyciele mający w swojej grupie dziecko niepełnosprawne nadal sami będą borykać się z problemami, ucząc się na własnych błędach bądź jedynie z literatury? Obawiam się, by nie pozostało tak, jak dotychczas nieraz spotkałam, że uczniowi odbiegającemu od normy stawiano „dla bezpieczeństwa” wyłącznie oceny mierne, przekreślając tym samym jego szansę na indywidualny sukces.
Tym bardziej cieszą więc udane próby działań integracyjnych. Wszystkim, którzy zechcieli podzielić się z czytelnikami naszego czasopisma swoimi doświadczeniami, serdecznie dziękuję. Przecież jak najwcześniejsze rozpoczęcie wychowania do integracji (świadomie używam tego terminu), stwarza wielu niepełnosprawnym możliwości pełnego uczestnictwa w życiu społecznym. A także, co wydaje mi się bardzo ważne, możliwość uczęszczania do szkoły publicznej pozwoli dzieciom niepełnosprawnym na uniknięcie wielkiego stresu, jakim jest rozstanie – często na wiele lat – z domem rodzinnym.
Z nadzieją, że integracja społeczna nie pozostanie tylko pustym sloganem, polecam Państwu ten numer, a zwłaszcza ciekawy i mądry artykuł profesora Bogusława Śliwerskiego Dziecko niepełnosprawne w szkole publicznej, czyli kogo nie boli...
Polskie Stowarzyszenie Pedagogów i Animatorów KLANZA
Lublin 2000
ISSN 1234 - 3803
